Geneza: Jak to się zaczęło? co to za podróż? dlaczego blog?

Kilka słów o tym, jak wpadliśmy na pomysł tej podróży, w jaki sposób chcemy podróżować i dlaczego zdecydowaliśmy się na dokumentowanie naszej wyprawy w postaci bloga podrozniczymiszmasz.pl

Jak to wszystko się zaczęło?

Odpowiedz na to pytanie nie jest zbyt wyszukana, natomiast było kilka drobnych składowych, które zaowocowały pomysłem na przygodę, którą przedstawiamy na tym blogu! Fundamentem całego pomysłu była potrzeba zmian jaka się w nas coraz bardziej budziła. U mnie głównie było to chyba tzw. zmęczenie materiału, które wynikało z pracy – okazuje się że nie do końca czułem to czym się zajmowałem. U Ani sytuacja wyglądała podobnie, z tą różnicą, że Ania poza pracą robiła również studia podyplomowe – nie do końca związane z zawodem, który wówczas wykonywała. Rzecz jasna wszystko zmierzało w kierunku jej przebranżowienia się, a co za tym idzie zmianą zawodu.

Kolejnym aspektem, który po części przyczynił się do podjęcia decyzji o wyjeździe, są nasze plany na przyszły rok, które można by powiedzieć są nieprzesuwalne. A dokładając do tego fakt, że oboje jesteśmy takimi trochę włóczęgami i nie potrafimy usiedzieć w jednym miejscu za długo – nie mogło być inaczej! Pewnego pięknego dnia stwierdziliśmy, że to najlepsza pora na zmiany, więc padł pomysł aby ruszyć w świat. Szybko zdecydowaliśmy się na Amerykę Południową i wówczas zaczęła się analiza: Kiedy? Gdzie? Jak? Jaki tryb podróży? A do tego setki innych pytań, które chciały nas odwieść od tego zacnego planu np. Czy to bezpieczne? Czy nas stać? Czy to w ogóle wykonalne? Czy damy rade ect. ect. ect. – na szczęście nie daliśmy się i ruszyliśmy z realizacją!

Termin i kierunek podróży udało się wybrać sprawnie – natomiast nie zostawiliśmy sobie za wiele czasu operacyjnego na ogarnięcie całej wyprawy, która ze wstępnego założenia ma trwać około 5-6 miesięcy. Szybko okazało się, że tematów do ogarnięcia jest całe mnóstwo. Musieliśmy przygotować jakiś plan (chociaż na początek trasy) i znaleźć relatywnie tanie bilety – bo całej wyprawie towarzyszy raczej idea low-cost. Poza tym oczywiście chcieliśmy zrobić podstawowe szczepienia, zebrać ekwipunek, no i przede wszystkim posiąść chociaż podstawową wiedzę nt. wypraw „długoterminowych”, ameryki południowej i języka hiszpańskiego, który tam króluje. A przy tym oczywiście nie mogliśmy pominąć obowiązków dnia codziennego. Zarówno ja jak i Ania mamy na swoim koncie zaliczonych wiele podróży, ale nigdy nie podróżowaliśmy przez tak długi czas, jednym ciągiem i w dodatku z „domem” na plecach. Także to wyzwanie okazało się całkiem spore.

Początek wyprawy ustaliliśmy mniej więcej na połowę lipca – elastycznie, w zależności od tego kiedy uda się znaleźć tańsze bilety. Jeśli to możliwe to naprawdę warto być elastycznym jeśli chodzi o datę przelotów, szczególnie w szczycie sezonu – cena biletów u jednego operatora, w przekroju dwutygodniowym może się różnić czasami nawet dwukrotnie. Tak też było w naszym przypadku. Połowa lipca była dla nas o tyle wygodnym terminem, że Ania kończyła studia podyplomowe początkiem czerwca, a do jego końca mieliśmy termin wypowiedzenia u naszych pracodawców. Z końcem miesiąca wyprowadziliśmy się z wynajmowanego w Poznaniu mieszkania i do wylotu (w połowie czerwca okazało się że będzie on 21 lipca) mieliśmy jeszcze sporo czasu na dogranie spraw związanych z wyjazdem, złapanie oddechu i spędzenie trochę czasu z naszymi rodzinami i znajomymi.

Co to za podróż?

Jeśli dobrze pamiętam, to chyba od samego początku wiedzieliśmy z Ania jaką formę będzie miała ta podróż. W tym temacie – jak z resztą w wielu innych – byliśmy z Anią doskonale zgodni . Wyszliśmy z założenia, że jeśli już wybieramy się w tak dalekie strony, to musimy to zrobić raz, a dobrze! (oczywiście nie wykluczamy, że pewne rejony mogą nas tak zafascynować, że kiedyś zapragniemy tu powrócić). Założyliśmy sobie pewien budżet oraz ramy czasowe, w których chcemy się zmieścić i zaczęliśmy planować.

Worakaway.info – jest to strona, z której w głównej mierze będziemy korzystać aby: ograniczyć nasze wydatki, poznać lokalną kulturę i ludzi oraz poszerzać naszą wiedzę. Workaway to miejsce gdzie spotykają się ludzie chcący pomóc, z tymi którzy pomocy potrzebują. Pomysł ten działa w myśli idei sharing-econommy, gdzie obie strony odnoszą korzyść finansową (oszczędzają) – ta sam idea przyświeca takim programom jak AirBnB – noclegi, czy BlaBlaCar – transport. Osoby poszukujące pomocy na worakaway, to najczęściej ludzie prowadzący małe biznesy np. różnego rodzaju farmy, agroturystykę, hostele lub tacy, którzy po prostu szukają wymiany kulturowej, chcą nauczyć się języków obcych lub prowadzą jakieś projekty np. ekologiczne. Przykładów tych jest znacznie więcej i teoretycznie każdego rodzaju wsparcie może być tam poszukiwane. W zamian, za pomoc, która najczęściej polega na pracy wolontariuszy przez 4-5h dziennie, 5 dni w tygodniu, hości (osoby/rodziny goszczące) oferują wyżywienie oraz nocleg. Workaway działa w wielu krajach na całym świecie i trafiliśmy na niego przez przypadek, w informacjach na jakimś blogu. Później okazało się, że wśród naszych znajomych jest osoba, która korzystała z niego podróżując po Azji. Po pozytywnej rekomendacji oraz prześledzeniu opinii w sieci długo się nie zastanawialiśmy.

Dzięki takiej formie podróży będziemy mogli zatrzymać się w kilku fajnych miejscach, które będą stanowić naszą bazę wypadową do eksplorowania okolicy. Zakładamy, że miejsc tych na naszej trasie będzie około 7-8. Po pierwsze dlatego, że często hości wymagają minimalnego pobytu u siebie, który rzadko jest krótszy niż 2-3 tygodnie, a po drugie na więcej może nam nie pozwolić nasz budżet i planowane poł roku w trasie. Gdy będziemy się przemieszczać miedzy naszymi hostami, mamy zamiar dawać sobie kilka dni na zobaczenie najciekawszych miejsc na trasie, wówczas będziemy korzystać z Couchsurfing’u, tanich hosteli oraz naszego namiotu – jeśli tylko będzie to bezpieczne.

Naszą podróż zaczęliśmy od Kuby, gdzie jesteśmy w momencie powstawania tego teksu. Kubę traktujemy turystycznie, spędzamy tu tydzień czasu eksploatując to co dla nas najważniejsze i z daleka omijając plaże przepełnione turystami, głównie z Europy i Stanów. Lada moment ruszamy do Meksyku, a dalej przez Belize i Gwatemalę do Hondurasu, gdzie mamy umówionego pierwszego hosta. Później chcemy kierować się na południe trzymając się zachodniej części Ameryki Południowej.

Dlaczego blog?

Gdy powstawał pomysł naszego wyjazdu, o blogu nawet nie myśleliśmy. Od początku jednak wiedziałem, że pojedzie ze mną jakiś laptop. Byłem pewny, że się przyda w celach naukowych, rozrywkowych i planowaniu kolejnych etapów podróży. Zacząłem więc szukać jakiegoś ‘nowego’ egzemplarza, który zmieściłby się mi do plecaka – wówczas używałem 17-calowego Asusa wagi ciężkiej, z wręcz niedziałającą baterią… Sprzęt udało się znaleźć, a żeby było taniej przyleciał do nas, aż ze Stanów.

Z biegiem czasu i postępami w realizacji naszego pomysłu, poszerzało się grono osób, które informowaliśmy o tym co zamierzamy zrobić. Na początku byli to nasi przyjaciele i rodzina, później oczywiście nasi pracodawcy i co za tym idzie znajomi z pracy. Generalnie nie afiszowaliśmy się z tym pomysłem, ale oczywiście przy różnego rodzaju spotkaniach często ten temat wypływał. Umówmy się, pytanie „co u was?” oraz „jakie macie plany?” jest dość standardowe :), a my oczywiście niczego nie ukrywaliśmy. Opowiadając o tym co zamierzamy, bardzo dużo osób pytało nas czy będziemy dokumentować nasz wyjazd i np. pisać bloga – Czasami wręcz nas do tego namawiali.

Ja nigdy nie miałem do czynienia z tego typu zajęciem od strony wykonawczej. Blogi jak dotąd tylko czytałem – nawet mam kilka, które regularnie odwiedzam. Ania natomiast, gdy mieszkała w Stanach Zjednoczonych prowadziła przez pewien okres czasu jednego bloga – głownie o swoich wyprawach w tamtym kraju. Powstawał on na potrzeby informowania znajomych i rodziny o tym co się u niej dzieje. Sposób ten znacznie ułatwiał komunikację „z Polską”, która była utrudniona przez różne strefy czasowe i ograniczone kanały łączności. Ania nie musiała opowiadać tej samej historii za każdym razem, gdy kolejni znajomi pytali co u niej. Przypominając sobie to, trochę podłapaliśmy ten pomysł – tym bardziej, że po pierwsze: wcześniej się sprawdzał, a po drugie: w naszej wyprawie komunikacja będzie jeszcze bardziej utrudniona.

Na blogu chcemy opisywać nasze przygody i nasze odczucia nt. odwiedzanych miejsc i poznanych ludzi. Nazwa bloga „podróżniczymiszmasz”, której wymyślenie zajęło nam najwięcej czasu, chyba dobrze obrazuje to, że chcemy tu poruszać różnego rodzaju tematy związane z podróżowaniem. Poza opisywaniem naszej podróży będziemy chcieli wrzucać też posty, które innym będą służyć pomocą – różnego rodzaju wskazówki, porady, generalnie sprawy warte uwagi.

Przez to, że czas uciekał bardzo szybko, a my w związku z wyjazdem mieliśmy ogrom spraw do ogarnięcia, to ostateczna decyzja o prowadzeniu tego bloga zapadła praktycznie dopiero w pierwszym tygodniu naszej podróży. Z racji tego początkowe wpisy trafiały tu z lekkim opóźnieniem. Liczymy jednak, że czytać się je będzie w lekko, a zdjęcia dopełnią przekazywane treści i dokładnie zobrazują to co chcemy opowiedzieć.

Drodzy czytelnicy! Liczymy na Waszą wyrozumiałość za nasze wszelkie niedociągnięcia na początku działalności tego bloga i obiecujemy, że z czasem będzie ich coraz mniej. Docenimy też każdą wskazówkę i poradę na temat umieszczanych tu treści i zdjęć – zarówno pod względem merytorycznym jak i wizualnym.

Zapraszamy do śledzia i życzymy miłej lektury.

6 komentarzy

  1. Aaaa! A dzisiaj o was myslalam, ze szkoda ze nie piszecie zadnego bloga, ze tylko same fotki na fb wrzucacie, a tu taka niespodzianka!! Super! Zabieram sie za czytanie!
    Good luck!

  2. Cześć Włóczykije! Instagram mnie powiadomił że macie konto to oczywiście I follow u! A tu jeszcze taka niespodzianka w postaci blogga 🤗 Do uslyszenia w następnym poście 👍 Pozdrowienia z Malmö 😉

    1. Uczymy się prowadzić i usprawniamy całą stronę, do tej pory komentarze wymagały akceptacji administratora, od teraz jest to zmienione. Dziękujemy i zapraszamy do kolejnych odcinków:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *