Hawana w 4 dni – miasto naszymi oczami oraz przydatne informacje.

W stolicy Kuby spędziliśmy 4 dni robiąc ponad 60 km pieszo. Przyznać muszę, że wynik ten jest nie lada wyczynem przy panującej tu temperaturze i wilgotności. Makijaż wszelaki oraz kremy z filtrami są w sumie zbędne – wszystko spływa po kilku krokach! Zdecydowanie wskazane czapki i okulary.

Hawana dzieli się na starą i nową część, ale według nas podział ten można by trochę zmodyfikować i podzielić to miasto na: nową część (z nowszym budownictwem), starą turystyczną (odrestaurowaną) oraz starą-starą, która rozgranicza dwie pierwsze. Śmiało możemy stwierdzić, że każdą przeszliśmy wzdłuż i wszerz.

Najmniejsze wrażenie wywarła na nas nowa część, która zajmuje większy obszar stolicy. Mieliśmy okazję zwiedzić ją już pierwszego dnia maszerując z plecakami po naszym niefortunnym wyborze przystanku w Hawanie (czyli zajezdni Viazul).  Krocząc dzielnie ulicami nie dało się nie zauważyć panującego na około hałasu oraz brudu. W sumie przedsmak tego mieliśmy już w Matanzas, ale jakoś tak pomyślałam, że skoro stolica to może będzie inaczej? Troszkę czyściej? Sama nie wiem. Plusem były szerokie, dwupasmowe ulice i dzięki temu spaliny nie dokuczały tak jak na wąskich uliczkach Matanzas. Drepcząc w poszukiwaniu lokum, mijaliśmy uśmiechniętych ludzi, pytających skąd jesteśmy, czy to nasze wakacje lub oferujących usługi transportowe. Chciałabym, żeby słowo „nowa Hawana” Was nie zmyliła, bo w znacznej części są to też stare budynki, ale im dalej od centrum tym więcej pojawiało się bloków oraz budynków nowszych i o odbiegającym stylu architektonicznym niż te w centrum. Stare auta natomiast pojawiają się wszędzie, a drogi oczywiście są szersze i lepiej utrzymane w nowej części (pewnie dlatego, że też są nowsze?). Apropo dróg, bardzo trzeba uważać na chodnikach – dziury i nierówności w ogóle nie są oznakowane i łatwo o kontuzję. To samo tyczy się samochodów, jak jest dziura to obok jest mnóstwo gruzu, a czasami taśma odblaskowa i kierowca sobie to omija. Jednak nikt tu się nie bawi w dodatkowe oznaczenia, znakami czy pachołkami. Oczywiście nie chciałabym generalizować, bo na drogach szybszego ruchu – gdzie piesi raczej nie chodzą, może jest inaczej, natomiast w miastach jest dokładnie tak jak wyżej to opisałam.

Nowa część miasta, zdecydowanie się wyróżnia od starej, ale według nas jest znacznie mniej interesująca.

„Stara-stara” część jest urokliwa, trzeba przyznać. I do tego bardzo fotogeniczna. Mnóstwo mniejszych uliczek, z ludźmi siedzącymi przed mieszkaniami, dziećmi bawiącymi się piłką, panów z wózkami pełnymi owoców lub też rowerowych taksówek.

Ludzie, kolorowe domy, stare pojazdy – to cały urok tego miasta.
Standardowe stoisko uliczne z owocami.

Jeśli do tego dodać zrujnowane budynki, nierzadko pomalowane na niebiesko bądź różowo to całość tworzy naprawdę nietypowy klimat. Pięknie, pięknie ale Hawana to również śmieci, śmieci i jeszcze raz śmieci, które uzupełnione są przez zalatujący od czasu do czasu smród. Tak, niestety nikt nie zwraca uwagi na to czy puszka, która trzyma w ręku wyląduje w śmietniku czy na środku ulicy. Niejednokrotnie widzieliśmy jak zatrzymujący się na światłach kierowca wyrzuca śmieć przez okno. Jednak najgorsze jest to, że absolutnie nikt z miejscowych nie zwraca na to uwagi. Vivian powiedziała nam, że w Hawanie nikt się tym nie przejmuje. Główne ulice są sprzątane, a kontenery, które pojawiają się co kilka ulic, wywożone są raz na około 3 dni. Natomiast w tych pobocznych uliczkach raz na tydzień. Przy tej ilości ludzi niemożliwym jest, aby śmieci nie walały się po ulicach. Dodała również, że jakieś 3 lata temu było jeszcze gorzej, ze względu na to, że kontenery opróżniani jeszcze rzadziej. Ponoć, w niektórych miejscach na Kubie policja daje mandaty za śmiecenie, jednak Hawana w Hawanie ten przepis jest martwy.

Ulica, która wydawałoby się jest w trakcie remontu, ale my tam żadnych prac nie zaobserwowaliśmy,
Śmieci w Hawanie to duży problem, w starej części walają się po ulicach wszędzie, a taki widok zdarza się co kilka ulic.

Dobrze – ktoś może zapytać – co w takim razie jest takiego fajnego w Hawanie, że turyści pragną ją zwiedzać? A no są ludzie i ich domy oraz mentalność. Jest, a raczej nie ma internetu i to widać, bo ludzie ze sobą rozmawiają i przebywają. Mam wrażenie, że Kubańczycy cieszą się z tego co mają. A czy to jest brązowe krzesło, czy biała kanapa to już jest nieważne – ważne, że jest w ogóle. Na Kubie czas leci nam zupełnie inaczej. Jest on tutaj pojęciem względnym i sama Vivian to przyznała. Będzie to będzie.

Hawana mimo, że zniszczona to jest całkiem kolorowa. Co któryś budynek ma nietuzinkowy kolor, jak na przykład: jaskrawy niebieski bądź zielony lub też różowy. Czasami jakieś krzaki na dachu rosną, a czasami wisi kolorowe pranie przed oknami. Można zauważyć, że do jakiejś ruiny dobudowany jest kawałek kolejnego mieszkania – ważne, że jest jakiś dach nad głową. Widać też, że w niektórych domach trwają jakieś – nazwijmy to – remonty.

Niestety miejscami wydaje się że to miasto zaraz kompletnie się zwali.

Część stara  „turystyczna” to niemniej ciekawe miejsce. Znajduję się blisko portu, więc pewnie Kubańczycy cieszą się z każdego statku pasażerskiego, który dobija. Tutaj jest już zdecydowanie czyściej, jest mnóstwo restauracji, barów z muzyczką na żywo, no i oczywiście sklepów z upominkami. Co ciekawe, prawie w ogóle nie ma pocztówek, a jak już są to zdecydowanie takie sobie i w cenach nieadekwatnych do wyglądu. Bardzo żałujemy, że jesteśmy tu na samym początku podróży, ponieważ chciałoby się kupić to i owo i zawieźć do Polski.

W tej części Hawany sporo uliczek jest brukowanych i są one wyłączone z ruchu samochodowego – w Polsce nazwalibyśmy to pewnie deptakiem. Przy tych uliczkach znajduje się najwięcej miejsc turystycznych: knajpy, kawiarnie, sklepy z pamiątkami sklepy z rękodziełami, poczta, hotele itp.. Nie ma tu miejsca, które przypominało by „stary rynek’ jaki można znaleźć w wielu polskich miastach, ale uliczki które opisałam wyżej w jakimś stopniu przypominają te które u nas „stare rynki” otaczają. Spacerując tam widzieliśmy kilka mniejszych placów, na których od czasu do czasu coś się działo ale to nie było to samo, co na naszych rynkach.

Stara część turystyczna, która znajduje się blisko portów, jest bardzo zadbana, a niektóre uliczki są zamknięte dla ruchu samochodowego.
Jeden z bardziej urokliwych i zadbanych placów w Hawanie, a to chyba dlatego, że w tle przebija się tutejszy „Biały Dom”.
Widok ze starej części Hawany na drugą stronę kanału de Entrada na Castillo De Los Tres Reyes Del Morro.

Będąc tutaj wiele rzeczy widzieliśmy (w głowie mojej mamy, by się to nie mieściło), wiele się dowiedzieliśmy i sporo się nauczyliśmy!

Co warto wiedzieć o Hawanie?

Transport

Dla turystów nie istnieje transport publiczny. Wszędzie trzeba przemieszczać się taksówkami, cuba taxi lub prywatnymi. Trzeba być przygotowanym na to, że co kawałek będzie na nas trąbić auto z pytaniem „Taxi amigos?” Poza tym istnieją również taksówki rowerowe, tak samo denerwujące. Oficjalnie turyści nie mogą z nich korzystać, ale my nie mogliśmy się opędzić od propozycji przejazdu. Nie skorzystaliśmy z żadnej opcji, bo najzwyczajniej mieliśmy tyle czasu, że mogliśmy spacerować.

Taksówka z lotniska z Varadero do Matanzas kosztowała nas 25 CUC, tak samo jak taksówka na lotnisko w Hawanie. Innej opcji dostania się nie ma. Miedzy miastami kursują autobusy dalekobieżne Viasul i Astro. Wydaje nam się, że są relatywnie tanie bo za trasę Matanzas-Havana (około 100km) zapłaciliśmy 7CUC (około 27zł) za osobę.

Taxi rower i jego właściciel odpoczywający, lub czekający na klientów.
Jedzenie

Na Kubie jedliśmy najpyszniejsze owoce. Mango zajadaliśmy się każdego dnia. Banany to zupełnie inna bajka niż w Polsce. Pyszne, słodkie dojrzałe. Oprócz tego skosztowaliśmy jeszcze ananasa, papai, gujawy (chyba – niestety nie jesteśmy do końca pewni czy to była ona:) oraz

czyli małe zielone kuleczek, które budowa przypominały liczi, tylko miąższ i wygląd zewnętrzny były zupełnie inne. Owoce są całkiem tanie w okolicach 1 CUC można było dostać np. mango, ananasa i 2 banany. Na śniadankach zajadaliśmy się jajecznicą. Okazało się, że bez cebuli i nie na „luźno” też może być pyszna. U Vivian śniadanie składało się z talerza owoców, następnie jajecznica z bułeczkami, plasterkami ziemniaków i zieloną fasolką bądź kawałkiem sera czy szynki. Ciekawy zestaw. Jeśli chce się zjeść tanio na Kubie, można kupować w lokalnych miejscach takie rzeczy jak bułka z szynką, ogórkiem i cebulą na ciepło (ok 1,5 CUC) lub małe pizze w okolicach 2 CUC.

Przeciętne wyposażenie sklepu. Gdy sklep miał większą powierzchnię, towaru było trochę więcej… ale tego samego. Albo ze zmieszanym asortymentem np. spożywczy i sanitarny. Tylko w starej części turystycznej widzieliśmy, inne sklepy, np z lepszą elektroniką, markowymi ubraniami czy ciekawymi pamiątkami.
Owoce kenep/guinep.
Zakwaterowanie

Casa particular to prywatne pokoje bądź całe mieszkania do wynajęcia. Właściwie w centrum są na każdym rogu. Można chodzić od domu do domu i wybierać. Zanim trafiliśmy na Vivian, która zaoferowała nocleg za 25 CUC, w wielu innych miejscach chcieli od nas 30-35 CUC. Warto dodać, że jeśli widzicie znaczek casy i nie do końca wiecie z kim na jej temat rozmawiać to nie martwcie się, obok jest na pewno osoba, która zna osobę, która zna właściciela i was do niego zaprowadzi bądź zadzwoni 🙂

Działa tam również AirBnB – zakładam że to są te same casy, które mijaliśmy na ulicy, tylko Ci sprytniejsi Kubańczycy (oczywiście Ci co mają stały dostęp do neta (ponoć tacy są) albo często odwiedzający odpłatną sieć publiczną) uderzyli do internetu w poszukiwaniu klienteli. Nasz pierwszy nocleg był w ten sposób na Kubie zarezerwowany, kolejne w Hawanie chcieliśmy zarezerwować z Matanzas ale po godzinie prób zrezygnowaliśmy. Jeśli chodzi o Hotele to nie do końca mamy rozeznanie. Na pewno na Booking.com nie znaleźliśmy żadnej oferty na Kuby, ale było trochę ofert na triviago.com

Bezpieczeństwo

Przez 4 dni ani przez chwile nie czuliśmy się niekomfortowo. Fakt, nie włóczyliśmy się po nocach co nie zmienia faktu, że zajrzeliśmy w każdą możliwą uliczkę zatłoczoną mniej lub bardziej. Nie stroniliśmy również od miejsc mniej turystycznych. Kubańczycy często sami podchodzili do nas i pytali skąd jesteśmy, czy to nasze wakacje, a jak tylko usłyszeli Polonia to kilkukrotnie usłyszeliśmy „Lewandowski”. Poza tym często oferowali nam lewe papierosy czy cygara. Bardzo często. Przyznać jednak muszę, że po 2 dniach to wszystko zaczęło być troszkę męczące. Wieczne oferty, wieczne propozycje…cóż Kuba żyje z turystów i doi ich jak tylko może…

Ruch uliczny

Na Kubie obowiązuje oczywiście prawostronny ruch uliczny. Auta zamiast używać kierunkowskazów używają klaksonów, ot tak żeby poinformować że jadą… trochę jak w Indiach. Piesi natomiast mają kompletną samowolkę. Czy czerwone światło czy zielone, czy krzyżówka czy główna czteropasmowa ulica… idą jak chcą. Najważniejsze, żeby uważać na auto, aby nie potrąciło. Ot cała filozofia. Musimy przyznać, że bardzo łatwo się do tego idzie przyzwyczaić.

Stare różowe pojazdy to najczęściej tzw. Taxi Tour, za około 45-50$ można wykupić wycieczkę objazdową, po najciekawszych punktach miasta.
Internet, telefony i Tv

Internet jest na kartki. W punktach ETACSA można nabyć kartę, zdrapać hasło i korzystać z internetu albo na miejscu albo w miejscach, gdzie jest publiczne WiFi. W Matanzas koszt godziny to 1,5 CUC a na Hawanie 2 CUC. Kolejki bywają ogromne zwłaszcza w stolicy, więc warto zastanowić się 2 razy czy jest taka potrzeba.

Na Kubie można również zauważyć niezliczoną liczbę budek telefonicznych (a właściwie telefonów wiszących na każdym możliwym budynku), z których korzysta mnóstwo ludzi. Oczywiście komórki też są używane, nawet widzieliśmy kilka osób z iPhonami generacji 6 i wyżej, ale większość ludzi używa prostych telefonów, np. Alcatel lub marek które nie do końca nam były znane.

Jeżeli chodzi o telewizje to z informacji jakie otrzymaliśmy od Vivian na Kubie jest około 5 kanałów… i wszystkie są kontrolowane przez władze, ale niektórzy sobie radzą inaczej.. dla przykładu Vivian odbiera nielegalnie kanały z Miami… w końcu to raptem 90 mil 😉

Język

Na Hawanie znajdą się miejscowe osoby, które mówią po angielsku, ale przyznać trzeba, że niewiele. Mimo, że uczyłam się hiszpańskiego przez dwa miesiące przed przyjazdem to nie byłam wstanie wyłapać żadnego słowa, a przecież trochę ich już znałam. Skubańcy mówią tak szybko i niewyraźnie, że ciężko było mi się przyzwyczaić. Ostatecznie jakoś się dogadaliśmy, mowa ciała bywa pomocna.

Salon Manicure.
Zdrowie

Na Kubie nie zaleca się picia tzw. kranówki. My zakupiliśmy sobie mały filterek Sawyer Mini i wodę mieliśmy za darmo – oczywiście filtrowaliśmy tą z kranu i była bardzo ok. Przy tych ilościach, które wypijaliśmy dziennie sporo zaoszczędziliśmy i chyba dobrze przetestowaliśmy filtr. 1,5 litra wody kosztuje tu między 0,7 a 1 CUC.  Komarów za wiele nie widzieliśmy aczkolwiek coś tam nas pokąsało tu czy tam. Na szczęście bez skutków ubocznych.

Jak żyją ludzie?

Prosto i powoli. Kubańczycy pracują wtedy kiedy muszą lub potrzebują gotówki.  Nasza znajoma się śmiała, że mają tyle czasu, że mogliby tworzyć piękne rzeczy, ale z takim nastawieniem to chyba nie da rady. Poza tym wydają się być dość szczęśliwi i zadowoleni. Mają proste domki, mieszkania, jakiegoś pieska czy kotka, dzieci i tyle. Reszta jak będzie potrzebna to będzie. Wiem, że nasza Vivian jest zadowolona z życia na Kubie… zastanawiamy się jak jest z resztą mieszkańców?!

Bardzo duża część Kubańczyków spędza czas przed swoim domem, często po prostu na rozmowach, czasami na jakiś grach.
Kubańczycy wieczorami uwielbiają wychodzić na ulicę Malecon, biegnącą wzdłuż granicy lądu. Na dniu jest tam cały czas słonecznie i pusto, natomiast gdy tylko słońce zajdzie schodzą się mieszkańcy i turyści aby skorzystać z orzeźwiającego nadmorskiego wiatru.

Kuba była niesamowitym doświadczeniem i przygodą. Chwielibyśmy tu wrócić, ale dopiero po kilkunastu latach aby móc sprawdzić, czy faktycznie ten kraj się zmienia. Może się uda!? A teraz przed nami Meksyk!

2 komentarze

  1. Ale super przygoda! Brawa za spontaniczność i odwagę! 😀 Fajnym stylem piszecie bloga, nadrabiam zaległości w czytaniu. 🙂 Pozdrawiam i powodzenia w dalszym eksplorowaniu świata!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *